Czasami życie ulatuje przez palce nie wiedząc kiedy. Chwila za chwilą znika bezpowrotnie- i jest nie do odzyskania. I nawet kiedy przysiądziesz na kamieniu przydrożnym aby ją uhonorować- tej chwili nie odzyskasz- ani tych myśli co wtedy- ani tych emocji- ani tego spojrzenia, zwłaszcza tej mocy.

Czas zawłaszcza bezkompromisowo wszystko. Bieg i pęd wyjaławia duszę- pogoń za zjawami kończy się siniakiem i skręconymi kostkami w najlepszym przypadku. Więc gdyby tak ktoś posiadał adres mysiej dziury, to ja poproszę – bo to co dookoła- to nie mój świat. Pogubiłam się w nim… jak w jakimś labiryncie…

Myślałam, że dojrzałość to kwestia umiejętnych wyborów- g…no prawda- dojrzałość nijak się ma do tego- czasami ta kula w płot rykoszetem się odbija i wali na oślep-często celnie trafiając w ledwo co zbudowany na nowo- domek z niewidzialnej tali kart… więc ja się pytam – gdzie jest sens walki z wiatrakami- z ułudami- wyimaginowanymi pragnieniami ? Niby klin klinem… Skoro marzenia zabijają -czas zabić marzenia? Czas przestać nazywać to marzeniami- a jedynie zbiorem chaotycznych myśli- czubka co się nie odnajduje w tej dzikiej  czasoprzestrzeni… ?  Do dupy z tym wszystkim. Nawet nie do dupy- od dup strzeż nas Boże- same kłopoty przynoszą… no…amen..

 

 

„Stoczmy się dzisiaj, stoczmy się ciut, zwitkaczmy się odrobinkę, jak długo można w świecie złym kretyńskim być motylkiem?” (Agnieszka Osiecka)