plecy 2W czasie deszczu dzieci się nudzą… a w czasie pięknej pogody pewne kobiety oglądają obłoki i chadzają im po głowie myśli pieprzne, nieuczesane co najmniej jak u Leca… I na nic rozsądek… dobre wychowanie… takt i dystans w słowach… Czasami chce się tak pieprznie… tak odrobinę mocniej… zadźwięczeć sylabą… pojechać po przysłowiowej bandzie… I nic nie poradzę… chce się i już… Ktoś rozwiązał worek… i sam go jeszcze dopełnia… A ja cóż… ja chłonę… jak przysłowiowa gąbka… jak ta kania co potrzebuje dżdżu… Wyrosło we mnie, zakiełkowało… no to czas na plony…choć żadna ze mnie panna pszeniczna… Inspiracje są na każdym polu… Moja Wena i Muza dba o to nieustannie…  rzuci coś mimochodem… tu nie dopowie… tam doda… i czaruje mnie i mami… Wystawia na pokuszenie i na grzeszność… a ja… zadzieram kiecę i lecę… na przełaj… byle zdążyć w porę… takt i rytm… Szalona kobieta… Nieokiełznana… Przewidywalnie zwariowana… Moja Kobieta… Czarodziejka, za którą idę  w świat…  i w każdą jego stronę… i przez którą, myśli różne… krążą mi po głowie… te uczesane i te mniej… pikantne i te słodkie… co się ciepłem na sercu i tkliwością rozlewają…Moje Maleństwo… Moja Kochana… Moja po prostu…  A Ty się tak nie uśmiechaj pod nosem…  wiem. że wiesz na co mnie stać… dziś taka wersja soft… i taka wystarczy w miejscu publicznym…. i nie kuś myślą, nie kuś… wiesz jak na mnie działasz… więc nawet nie myśl… bo twoje myśli się we mnie rozrastają… a potem…niech się pali świat…byle…

Więc tak oto popełniam dziś grzech pieprzenia, trzy po trzy… i nie zważam na nic…. (kc)

.

.

„Nawet Kant o kant…kiedy nie rozlewasz się gwiazdami po udach …”

.
„Moje dolne drogi oddechowe potrzebują tlenu….wprowadź go językiem…opieszałość grozi śmiercią…”

.
„Mówisz pieprzyć konwenanse… Proszę mnie, nie je… Byłam w tej kolejce pierwsza…”

.
„Przysiadła na końcu języka i się buja… mam od niej zawroty i omdlenia… Myśl to czy miłość?”

.
„Odmierzam czas raz… potem już nie kwitnę bezsensem…”

.
„Organoleptycznie sprawdzane ciało budzi jękiem… teraz czeka sprawcy w mokrej pościeli uzależnień…”

.
„Popełniam winę obłąkania. Dziś kat jak brat. Głowy i tak już nie mam przy sobie…”

.
„Pewien notoryczny myśliwy, wypuszczał sokoła i ogary co chodziły w las…ale gamoń Amor, co się napił z upadłymi, strzelał z łuku gdzie popadło…i zapiekło serce…”

.
„Paliwo potrzebuje oktanów a ja drgań… nastrój strunę…wilgocią ust…”

.
„”Szlachetności” się nie pieprzy…(nie wypada)… ona pieprzy się sama… gdy jest sama… każdy potrzebuje odrobinę relaksu…”