skrzydla_Aniola

Miałem siebie na własność
Ktoś zabrał mi prywatność…

Miałem słowa własne
Ktoś stwierdził, że zbyt ciasne…

Miałem serce dla wszystkich
Ktoś klucz do niego obmyślił ….

Miałem myśli spokojne
Lecz ktoś wywołał w nich wojnę..

(Mariola Platte)

Całe życie za czymś gonimy. Króliczek ubrany w najprzeróżniejsze fatałaszki wygrywa z nami swoimi sprytnymi nóżkami. Silne, zwinne prowadzą nas na manowce.

Dziś jest tak prozaicznie. Spokojnie bo…prozaicznie… Rozmrażam lodówkę, porządkuję, myję choć tak mi się nie chce. W końcu dzień wolny po kolejnym maratonie. Oddech i dalej,bo ja wciąż się boję lenistwa i ucieczek w próżnię. Zwłaszcza umysłowego. Przeczekać. Zająć mózg jakąś durnotą. Nie wyciągać wniosków, nie brać odpowiedzialności, nie podejmować wyzwań. Po prostu zachować podstawowe funkcje życiowe na przyzwoitym poziomie. Tak długo tego chciałam. Byle tylko przetrwać. Nawet kiedy się to się skończyło.

Nie wiem nawet kiedy zachciało mi się na nowo harmonii. Uporządkowanej przestrzeni wokół. Nie tyle uporządkowanej tylko, co wręcz upiększonej. Latam więc z konewką i dosłownie podlewam kwiaty. Ja przy której usychały wszystkie bo mózg zajęty był przetwarzaniem sytuacji, możliwości,walki, obrony..istny chaos. Na taki zielony badyl nie było miejsca i czasu. Dziś kwitną, ba utrzymują się przy życiu. Rozmawiam z nimi, mówię do nich, że mają cieszyć moje oczy, bo tego potrzebuję i odwdzięczają się. Parapety się uginają od nich a one zielenią zalewają mi oczy. Odpoczywam wśród nich. Uczę się relaksować.. Znów zaczynam się uczyć, przyswajać. Poszukuję dróg, przemierzam zakręty i idę dalej. W końcu idę dalej. Nie siedzę na skraju łóżka i się nie kiwam paląc papierosa za papierosem. Strasznie długo zajął mi powrót do swoich marzeń, miejsc które lubię. Zwłaszcza tych w sobie. Moje zaczarowane ogrody przemierzam spokojnie. Podczas tych spacerów odkrywam pokłady pokory. Zwłaszcza te w sobie. Wtedy chylę głowę. Błędy których można było uniknąć staram się nazywać po imieniu. Egoizm skutkuje postanowieniami albo chociaż prośbami do siebie w stylu…nigdy więcej…

Wybaczam i nie wybaczam. Proszę o wybaczenie ale niektórego nie potrzebuję. Nie od wszystkich. O niektórych wolę zapomnieć świadomie. Nie zamiatać ich pod dywan tylko świadomie ich pożegnać choćby w myślach. Gdzieś tam zostaną w duszy. Aż taka nie humanitarna nie jestem. Przynajmniej tak mi się wydaje. Albo wciąż w to chcę wierzyć choćby to miało być znów naiwne.

Stanęłam przed furtką. Oczywiście zamkniętą. Nie szukam klucza. Szkoda życia na podróże donikąd. Na ludzi którzy nie są tego warci. Na rozdzielanie włosa na czworo. Na rozmowy o niczym i walki o przysłowiowe wiatraki. Nie bronię miłości do upadłego, rzeczy nie podlegających dyskusji. Płynę… Furtkę przeskakuję albo się na nią wdrapuję. Dam radę, daję radę a to, że w to wierzę przenosi mnie ponad. Wierzę…słowo klucz pozbawione naiwności…

Unikam słów. Prowadzą nad przepaść (czasami). Czasami jednak nad tą przepaścią układają się w  solidny most. Ufam im jeśli są podszyte prawdą, która na dnie źrenic oczu zapuściła korzenie.
Bluszcze wycinam z premedytacją i z uśmiechem . Świadomie. Z rozmysłem. Przede mną wszystko…za mną już nic… Ale gdziekolwiek jest prawda i miłość znajdę ją..bez lęku. Prrrr….ona też mnie znajdzie.

Przestałam pisać dla samej siebie. Nie chciałam  niedomówień i… pomówień. Złej interpretacji bądź nadinterpretacji. Przeszłam nie przez mój świat. Wleciałam tornadem nie mając do tego prawa. Pozwoliłam na tornado w moim świecie.. Marzeń nie przyspieszy nikt… To ja sobie dalej będę dreptać swoim rytmem czasami potykając się… będzie to co musi być…
Puls jest, serce bije… Jest dobrze… Paczka fajek w pobliżu, kawa też. Czteronożny łasi się pod nogami. Nie wzywam już nikogo na pomoc i . Postawiłam na przyjaźń z moim Aniołem Stróżem. Pomaga przejść przez wąskie kładki a czasami opiernicza. W podzięce pomagam mu pozbierać pióra, które wyrwał sobie z bezsilności patrząc na to co wyprawiałam.

A ja głupia myślałam, że tylko samą miłością człowiek żyć musi… I jak jej nie będzie to nie będzie nic. A człowiek będzie nikim… Oj te pomieszane priorytety nieźle bałaganią w życiorysach… Marzeń nie przyspieszy nikt… Lodówka zaczyna do mnie mówić…skończ już w końcu ze mną…no to idę… Mam nadzieję, że tym razem już nie na długo idę… Wrócę… Ja zawsze wracam… tylko tym razem tam… gdzie chcę ja- świadomie… Wszystko co się zdarzyło jest siłą a nie kolejną wymówką… czas dorosnąć … Czas się wziąć za bary z przeznaczeniem…  ( do ilu razy sztuka?)…. ;)