i tu

Czasami najpiękniejsza na sali nie jest dziewczyna, która ma obiektywnie najbardziej idealną figurę i rysy twarzy, ale ta, która ma do siebie zaufanie, lubi siebie i emanuje radością. Ona będzie przyciągała do siebie spojrzenia i budziła zazdrość, chociaż gdyby zbadać jej atuty za pomocą cyfrowego wzorca kobiecej urody, niekoniecznie otrzymałaby dobry wynik. Bo źródłem jej pewności siebie i radości nie jest dyplom ukończenia szkoły dla kandydatek na Miss Świata, tylko to, że lubi swoje prawdziwe ,,ja’’, czyli ma świadomość swoich emocji, uczuć i pragnień. Kocha siebie za to, że jest na świecie i znajduje radość w różnych, nawet drobnych i pozornie nieznaczących sprawach lub zdarzeniach. (Beata Pawlikowska – W dżungli samotności)

Ostatnio wyczytałam, że internet to taka proteza rzeczywistości, która pozwala przekraczać osobiste ograniczenia. W sieci (ale przecież nie tylko) człowiek pokazuje się takim , jaki chce być- takie „ja” idealne dające (często złudne) pojęcie innym ( ale nam także), że jest to „ja” realne”. Ni mniej ni więcej mistyfikacja nas samych. Naszych pragnień, myśli, emocji, zachowań, przeżyć. Kreacja bajki albo kreacja tragedii- zależy kto ma jakie braki w swoim życiu. To taka fabuła jak z książki- napędzana naszą potrzebą akceptacji, zrozumienia, uwielbienia, uwagi i wszystkich tych potrzeb, dzięki zaspokojeniu których, mamy poczucie… no właśnie czego?

 

Tak mało człowieka w człowieku- jak cukru w cukrze.. Tak mało prawdy w nas samych- kłamiemy nawet sami przed sobą i tworzymy- zafałszowany obraz wyidealizowanego ja- albo cierpiętnika- nad losem, którego pochylają się wszyscy ze współczuciem. I chłoniemy słowa jak gąbka i chłoniemy jak gąbka czyjeś emocje. Nawet osoba z nierzeczywistego świata internetu w przypadku interakcji choćby wirtualnych, wywołuje w nas doznania, myśli, refleksje, złość, bunt, radość, euforię, i całą gamę emocji przypisanych doświadczaniu przez człowieka. Ale my ją wywołujemy także. Tworzymy zafałszowany obraz siebie- ze strachu przed odrzuceniem… Ile trzeba siły, samozaparcia, hartu ducha, na ile trzeba się lubić – aby nie poddać się temu i mieć to zwyczajnie kolokwialnie rzecz ujmując w czterech literach? Oszukujemy też innych i nagle okazuje się, że jestem jaki jestem – a ktoś miał inne wyobrażenie i nasz obraz w sobie? Po co?

Ano… kochaj, lub, szanuj, podziwiaj- napełnij moje ego mocą…ech…

 

Przestaliśmy rozmawiać. Przestaliśmy upijać się kubkami śmiechu wypijanymi w doborowym towarzystwie bliskich ludzi. Przestaliśmy być uważni. Przestaliśmy się cenić- albo zbyt się przeceniamy. Konfrontacja realnego świata z wymyślonym bywa zabójcza.. Wyimaginowane prawdy życiowe o nas samych padają jak ruiny twierdz pod ostrzałem armatnim… a miały być nie do ruszenia… a jednak…

 

Co się z nami stało? Po co ludziom iluzje o samych sobie- czy tak właśnie podnosimy swoją samoocenę? Tu nas nikt nie zweryfikuje? Tu nasza autoprezentacja w naszych oczach wypadnie korzystnie? Dobrze ocenią nas ? A może zgubiliśmy wiarę w to, że autentycznie jesteśmy wartościowi- albo nie chcemy aby ktoś zobaczył w nas ostatniego skurczybyka? Pytań tyle ilu ludzi- a odpowiedzi jeszcze więcej bo i wahań przy udzielaniu ich jeszcze więcej…

 

Boimy się prawd o nas czy może nie zgadzamy się z tym co osobie sami myślimy? A może myślenie w taki właśnie sposób o nas samych , pociąga za sobą lawinę takich a nie innych zdarzeń, takich a nie innych ludzi wokół siebie? Błędne koło, które samo się napędza… a podobno perpetuum mobile nie wynaleziono- a jednak… człowiek to zdolna bestia- tylko ma problem z wyciąganiem wniosków…

 

Czy jest gdzieś miejsce, gdzie jesteśmy prawdziwi? Czy istnieje miejsce i ludzie przy których możemy być sobą? Czy istnieje czas idealny na naszą moc i słabość? Czy jest gdzieś granica naszych kompleksów i ograniczeń? Czy warto trzymać przy sobie klakierów od szczęścia, czy lepiej wśród przyjaciół dostać kubeł zimnej wody na głowę- ale wiedząc, że zawsze przy nas będą- bez względu na to ile mamy- a podstawą tylko lojalności i przyjaźni będzie bogactwo duszy i spojrzenie na świat oczami dziecka? Ilu z nas chce to zrozumieć? Ilu z nas nie boi się tego co wyjdzie nam z refleksji?

 

A przecież jesteśmy tym kim jesteśmy. Ludźmi. Kochamy, lubimy, szanujemy ale i potrafimy znielubić. Z całą pewnością lepiej nie nienawidzić, bo jad zabija nas a nie tego kogo nie cierpimy. Mamy wady i zalety. Mamy odkryte i jeszcze ukryte talenty. Potrafimy rozbawić ale i zmusić do myślenia. Potrafimy ocenić ale i wesprzeć. Potrafimy wszystko. Nosimy w sobie zalążki wszystkiego co przypisane rodzajowi ludzkiemu. To od nas zależy, co wypłynie na zewnątrz i pośród jakiego oceanu ludzkiego przyjdzie nam z tym dryfować po bezmiarach życia. To od nas zależy czego szukamy i co znajdujemy. To od nas będzie zależeć, czy lotem sokolim zdobywamy niebo, czy z uporem maniaka wkopujemy się w głąb – prostą drogą do przysłowiowego piekiełka.

 

Życzę nam- Ludziom- aby ceniąc prawdę- pozostać tym kim jesteśmy bez strachu, że opuszczą nas wszyscy. Bo Prawdziwi zawsze przy nas zostaną- a fałszywi zawsze znajdą chwilę i sposób aby dać po nosie. Akceptacja nie wypłynie z innych- jeśli nie zaakceptujemy siebie. Jesteśmy samospełniającą się przepowiednią… jej treść zależy tylko i wyłącznie od nas samych…

 

Jestem wdzięczna za wszystkich ludzi spotkanych na mojej drodze, za wszystko to, co dane było mi poznać, poczuć i doświadczyć. Za wszystkie straty i porażki także, bo one uczą- choć efekty nauki przychodzą czasami bardzo późno i objawiają się w najmniej spodziewanym czasie i miejscu, ale objawiają się LUDZIKAMI, którzy nie będą patrzyć tylko na nasze niedoskonałości ale swoją miłością i przyjaźnią przeniosą nas z punktu A do punktu B w życiu- podczas pięknych podróży w głąb siebie…

Kocham te moje ziemskie i nie tylko Anioły… bo są… po prostu są…

edit: „Pokochać wszystko w sobie” wcale nie znaczy „pozwolić sobie na wszystko…” tak dla jasności…

Ponieważ pamięć i odczucia są tak niepewne, tak subiektywne, zawsze polegamy na jakiejś rzeczywistości – nazwijmy ją rzeczywistością alternatywną – która udowodni prawdziwość wydarzeń. Do jakiego stopnia fakty, które uznajemy za prawdziwe, rzeczywiście takie są, a do jakiego stopnia są faktami jedynie dlatego, że tak je nazywamy – takiego rozróżnienia nie sposób dokonać. Dlatego, by uznać pewną rzeczywistość za rzeczywistość, potrzebujemy innej rzeczywistości do zrelatywizowania tej pierwszej. Lecz ta druga rzeczywistość wymaga trzeciej jako podstawy. W naszej świadomości powstaje nieskończony łańcuch, a jego podtrzymywanie tworzy wrażenie, że istniejemy. Może jednak wydarzyć się coś, co przerwie ten łańcuch i wtedy czujemy się zagubieni. Co jest prawdziwe? Czy rzeczywistość znajduje się po tej stronie zerwanego łańcucha, czy po drugiej? ( Haruki Murakami – Na południe od granicy, na zachód od słońca)