czarny poniedziałek

Temat gorący, delikatny i czarny… jak wczorajszy „Czarny Poniedziałek”. Pełen emocji. Poczucia niesprawiedliwości zgotowanego przez różnej maści „obrońców” życia poczętego, w karykaturalnej wręcz formule aby tylko ośmieszyć tę rzeszę myślących kobiet i mężczyzn stających w obronie praw do decydowania o sobie, swoim ciele, życiu i zdrowiu.

Na jednym z zaprzyjaźnionych blogów ( tak tak- u Ciebie Marzenko ) przeczytałam wpis matki- która zabrała zdroworozsądkowy głos w sprawie projektu „obywatelskiego” dotyczącego zaostrzeń ustawy dotyczącej zakazu aborcji.

 

Jej głos powinien dotrzeć do wszystkich,którzy zgadzając się na „zaostrzoną” ustawę dotyczącą całkowitego zakazu aborcji nie zdają sobie sprawy z wielu aspektów jej wprowadzenia. Ten „czarny poniedziałek”, który nam się w kraju zdarzył powinien skłonić do myślenia wszystkich.

Nie sztuką jej wprowadzić zakaz, nie sztuką jest szafować ciałem należącym do kobiety. Jest to sprawa /powinna być- każdej kobiety indywidualnie. Uproszczeniem jest sprowadzać to do haseł „jestem za zabijaniem dzieci” , „nie jestem za zabijaniem dzieci”. Nie o to w tym wszystkim chodzi. Chodzi o prawo wyboru, prawo do wolności i prawo do samodecydowania kobiet o sobie i swoim ciele, zdrowiu i życiu. Jeśli dochodzi do sytuacji w której ekipa rządząca stara się wpłynąć na moje przekonania zakrawa mi to już o tyranię, despotyzm etc. Czy jako kobieta wg nich nie jestem istotą godną do podjęcia tak ważnych decyzji w zaciszu swojego sumienia otoczona łaską i wsparciem Boga i bliskich?????

 

Zaprosiłabym tych wszystkich szczekaczy do pewnego ośrodka prowadzonego przez zakonnice, które opiekują się istotami skrzywdzonymi przez los już od łona matki, zapomnianymi przez Boga i wszystkich ludzi. Ogrom cierpienia jest tam tak wielki, że ludzie z nawet nikłą wrażliwością nie są w stanie obojętnie obok przejść. Z racji swojej drogi zawodowej a wcześniej i studenckiej dane było mi odwiedzić taki ośrodek i do dziś kiedy sobie o tym przypomnę łzy same napływają do oczu…

Bezkształtne zdeformowane ciałka, nie wykształcone części twarzy, karmienie sondami wprost do żołądka. Wciąż widzę te grymasy bólu zaklęte w oczach tych dzieci upośledzonych w stopniu rozległym i fizycznie i psychicznie. Koszmar, tragedia. Po pobycie w tym ośrodku długo nie mogłam dojść do siebie. Ogrom tragedii zmiótł mnie z powierzchni.

Powinniśmy dziękować nauce za badania prenatalne, za możliwość podjęcia decyzji aby moje dziecko nie było jednym z tych dzieci w hospicjum, zależne od łaski i nie łaski czyjejś, obcej.

W tym wszystkim zapomnieliśmy o tym, że nie chodzi tu tylko o kobiety, ale o to aby oszczędzić cierpienia istotom, na które są skazane przy starcie…zanim się urodzą.

Nie po ludzku i nie po katolicku jest życzyć dysydentom aby sami to musieli przeżyć aby zrozumieć.. Zastanawiam się czasami jakie decyzje podjęli by oni, wiedząc, że cierpieć będą ich żony, matki, kochanki bądź siostry a ich dzieci-które czasami nie mają nawet człowieczych rysów z powodu choroby muszą przechodzić ból, odrzucenie, wyrzucenie poza nawias społeczeństwa…bo jeden z drugim oderwany minister od rzeczywistości „każe” przechodzić taką traumę w imię zasad katolickiego społeczeństwa. A jeśli rodzice umrą szybciej- kto się nimi zaopiekuje? Czy myśl, że wolałabym przeżyć własne dziecko już nie jest traumą w samej istocie?

Jak słyszę tych wszystkich szczekaczy co chcą decydować o moim brzuchu ( czytaj też TYŁKU) w imię swoich przekonań to szlag mnie trafia w jakim zacofanym społeczeństwie przyszło nam żyć.

Każda z nas ma prawo wyboru, decyzji i powinno to prawo być chronione, respektowane i szanowane. Czuję się jak przedmiot, który może zostać zgwałcony na wszystkie możliwe sposoby przez wszystkich.

 

Pokutuje mentalność patriarchalnego podejścia do rzeczywistości. Najpierw mężczyzna… potem długo długo nic… a na końcu kobieta i jej jakieś „chore” prawa.

Obudźmy się. Głośno mówmy. Bądźmy przeciw. Ten głos musi zabrzmieć co najmniej jak trąba jerychońska… Czym ten świat jest i byłby bez kobiet? Mógłby istnieć? Należy zrobić wszystko aby przestać funkcjonować w świadomości jeszcze co niektórych jako marginalna rzecz i pomyłka Demiurga przy akcie tworzenia. A jeśli już istniejemy to z prawami do decydowania, choćby o poddaniu się aborcji bądź nie… Nie dajmy sobie odebrać wolności przekonań, niech nikt w buciarach nieproszony nie włazi do mojego sumienia… ani tym bardziej nie zagląda mi pod kieckę… i nie przesłuchuje mnie kiedy poronię jak potencjalną morderczynię… z tą traumą i tak się będę mierzyć sama…